Analiza newsletterów: automatyczne śledzenie konkurencji

Przez Dr. Karsten Richter | Ostatnia aktualizacja:

Newslettery to jeden z najbardziej bezpośrednich kanałów komunikacji w sektorze B2B – i prawdziwa kopalnia informacji o konkurencji. Wasza konkurencja publikuje w nich zapowiedzi produktów, zmiany cen i studia przypadków, zanim pojawią się one gdziekolwiek indziej. Problem polega jednak na tym, że: Przeciętny pracownik biurowy otrzymuje ponad 120 służbowych wiadomości e-mail dziennie – a tylko 24% z nich jest rzeczywiście istotnych. Jak w takiej sytuacji systematycznie śledzić biuletyny konkurencji?

Podejście ręczne: zalanie i utrata sygnału

Większość zespołów marketingowych subskrybuje biuletyny konkurencji, używając swoich prywatnych lub służbowych adresów e-mail. Prawdziwy problem widać dopiero w codziennej pracy: Według badań firmy McKinsey, na które powołuje się HBR, pracownicy umysłowi spędzają 28% swojego tygodnia pracy na obsłudze poczty elektronicznej – to około 11 godzin. Do tego dochodzi 121 e-maili dziennie plus biuletyny konkurencji, a to właśnie ważna informacja zwykle znika w chwili, gdy jej potrzebujecie. Tylko 24% waszych e-maili jest naprawdę istotnych, ale to właśnie one giną wśród wewnętrznych wiadomości, spamu i innych biuletynów. Tego, co konkurent przekazywał dwa miesiące temu, prawie nie da się już odtworzyć z przepełnionej skrzynki odbiorczej – przeszukiwanie jej nie zastępuje systemu. Nic dziwnego, że 70% pracowników wymienia pocztę elektroniczną jako główne źródło stresu, a 33% rozważało już odejście z pracy z powodu tego przeciążenia.

Czego się pozbawiasz

Biuletyny konkurencji zawierają ważne sygnały – zwłaszcza dlatego, że są często wysyłane, zanim ogłoszenie w ogóle stanie się publiczne. Nowe funkcje, premiery i zaproszenia do wersji beta trafiają do subskrybentów newslettera nierzadko na wyłączność, zanim pojawią się gdziekolwiek indziej. Zmiany cen, nowe plany i akcje rabatowe pojawiają się tu najpierw i mają bezpośredni wpływ na waszą własną politykę cenową. Dochodzą do tego wpisy na blogu, raporty badawcze i zaproszenia na webinaria, które pokazują, jakie tematy zajmuje aktualnie konkurent, a także studia przypadków i logo nowych klientów, które zdradzają, na jakie branże celuje dalej. Nawet ogłoszenia o finansowaniu, nowi menedżerowie czy otwarcia biur – sygnały strategiczne, które wiele mówią o kierunku rozwoju konkurenta – najczęściej trafiają najpierw do newslettera.

Co zmienia automatyczne śledzenie newsletterów

Z Picasi możecie automatycznie śledzić newslettery konkurencji – bez zalewania swojej skrzynki pocztowej. Każdy newsletter jest rejestrowany, kategoryzowany i gromadzony w jednym miejscu. W połączeniu z Monitorowanie LinkedIn i Śledzenie na YouTube macie wszystkie kanały na oku.

Regularnie rozmawiam z CMO z obszaru B2B i skrzynka z newsletterami konkurencji wraca niemal w każdej z tych rozmów – zwykle z westchnieniem, bo właśnie tam gdzieś leży pogrzebana ta jedna ważna informacja, której nikt już nie znajdzie, kiedy naprawdę jest potrzebna.

Konkretnie oznacza to, że newslettery konkurencji trafiają do Picasi, a nie do waszej skrzynki, pozostają w pełni przeszukiwalne i uporządkowane chronologicznie, a cały zespół korzysta z tej samej historii – nikt nie musi już pytać, kto ma jeszcze gdzieś e-mail od konkurenta X. Podsumowania generowane przez AI zbierają najważniejsze aktualizacje z newsletterów, dzięki czemu nie musicie czytać każdego z osobna.

Newslettery to tylko część obrazu

Ręczne przeglądanie newsletterów jest lepsze niż brak monitoringu. Nie da się tego jednak skalować. Kto chce systematycznie obserwować konkurencję, potrzebuje systemu, który automatycznie gromadzi i porządkuje newslettery – bez zalewania własnej skrzynki pocztowej. Newslettery są przy tym częścią szerszego obrazu: dopiero w połączeniu z Monitorowanie LinkedIn, Śledzenie na YouTube i Kanały RSS powstaje kompleksowa Source-First Intelligence.