Odzyskajcie czas, który pochłania monitoring rynku

Monitoring rynku rzadko kosztuje czas w jednym bloku. Kosztuje go w porcjach: szybkie spojrzenie na LinkedIn, przejrzenie newslettera, sprawdzenie kanału na YouTube. Picasi przejmuje to zbieranie w całości – i zostawia wam godziny na to, co przychodzi potem.

Policzcie to sami

Krąży mnóstwo liczb o tym, ile kosztuje monitoring konkurencji, i żadna z nich nie zna waszego zespołu. Uczciwsza wersja to rachunek, który zrobicie w dwie minuty.

Weźcie liczbę źródeł, które sprawdzacie regularnie. Pomnóżcie przez minuty, jakie naprawdę zajmuje jedna runda – nie szacowane trzy, tylko te prawdziwe, ze scrollowaniem i odnajdywaniem się na nowo włącznie. Potem pomnóżcie przez liczbę rund w tygodniu.

Osiem źródeł, cztery minuty, trzy rundy dają półtorej godziny tygodniowo. Brzmi to do ogarnięcia. Haczyk tkwi nie w sumie, lecz w jej kształcie: to około stu osobnych przerwań w ciągu roku, rozsianych po porankach, które miały zaplanowane coś innego.

Właśnie tu tkwi koszt, którego ten rachunek nie uwzględnia. Po przerwaniu powrót do skupionej pracy zajmuje średnio około 24 minut – piszemy o tym szerzej w artykule o wyzwaniach marketingu B2B. Te cztery minuty sprawdzania rzadko są tą droższą częścią.

Wykres z dwoma słupkami. Lewy oznacza jedno przejrzenie źródeł i celowo nie ma liczby — ile trwa, wie tylko wasz zespół. Prawy, znacznie wyższy, oznacza czas potrzebny, by potem znów pracować w skupieniu: około 24 minut, zmierzone przez Harvard Business Review. Kosztowne nie jest zajrzenie, lecz powrót do skupienia.

Co Picasi przejmuje – i czego nie

Tę część waszej pracy, którą da się zautomatyzować, stanowi zbieranie. Przechodzenie przez cztery kanały, sprawdzanie, czy coś się pojawiło, gromadzenie tego we wspólnym miejscu – to praca mechaniczna, a mechaniczna praca nie powinna zajmować poranka.

Zamiast czterech rutyn, jedno miejsce: strony i profile na LinkedIn, YouTube, newslettery i kanały RSS trafiają razem do Unified Inbox. Przegląd sam do was przychodzi – Scheduled Reports podsumowują treść i dostarczają ją mailem, także kolegom bez konta w Picasi. I trafia posortowane, nie surowe: aktualizacje są tagowane automatycznie, więc filtrujecie według tematu, zamiast ręcznie klasyfikować każdy wpis.

Nawet podsumowanie jest już gotowe – Monthly Market Report zestawia waszą komunikację z rynkiem, a żmudna praca przed comiesięcznym spotkaniem znika.

Czego Picasi wyraźnie nie przejmuje, to oceny. Czy premiera produktu konkurencji to zagrożenie, czy potwierdzenie waszego kierunku – tę decyzję podejmujecie tylko wy. Zyskujecie to, że możecie zadać sobie to pytanie, mając przed sobą pełny obraz, zamiast zbywać je między dwoma wyszukiwaniami.

Czy to rozwiązanie dla was?

Tak, jeśli…

  • ktoś w waszym zespole regularnie sprawdza to dziś ręcznie
  • ta osoba jest de facto opłacana za strategię, kampanie albo content
  • monitoring jest pierwszą rzeczą, z której rezygnujecie, gdy naciskają terminy
  • macie konkretny pomysł, na co przeznaczyć odzyskany czas

Raczej nie, jeśli…

  • dziś w ogóle nie monitorujecie rynku – wtedy zyskujecie pokrycie, nie czas
  • chcecie zastąpić analityka zatrudnionego na pełny etat; Picasi dostarcza materiał, nie analizę
  • wasze źródła niemal się nie komunikują publicznie
  • traktujecie ten research jako czas na świadome myślenie i wolicie go zachować

Ten ostatni punkt mówimy poważnie. Niektóre zespoły odkrywają, scrollując, rzeczy, których nigdy by nie wyszukały. Picasi nie zastępuje przeglądania – sprawia tylko, że możecie je wybrać, zamiast być do niego zmuszeni.

Najczęściej zadawane pytania

Policzcie – a potem wypróbujcie

Wypróbujcie Picasi z 300 bezpłatnymi aktualizacjami – bez karty kredytowej, konfiguracja w 5 minut.